Kiedy sięgnęłam po "Jednominutowy Menedżer oraz zarządzanie samym sobą" Kena Blancharda, Susan Fowler i Laurence'a Hawkinsa, byłam w środku jednego z bardziej wymagających momentów zawodowych. Nowa organizacja, nowy kontekst, wysokie oczekiwania i to charakterystyczne uczucie, że wszyscy wiedzą więcej i robią wszystko pewniej niż Ty.
Książka jest cienka. Czyta się ją w jedno popołudnie. I żeby być szczerą forma jest typowo amerykańska: przypowieść o zagubionej osobie która spotyka mądrą przewodniczkę i odkrywa wielkie prawdy życiowe. Trochę kiczowata, trochę naiwna. Ale treść? Treść jest solidna.
Główny bohater, Steve, wraca z nieudanej prezentacji i przybity porażką planuje napisać wypowiedzenie. W kawiarni spotyka przypadkową rozmówczynię, która prowadzi go przez serię rozmów o tym, czym tak naprawdę jest samodzielność w pracy i jak przestać czekać aż ktoś Cię poprowadzi.
Brzmiało to w tamtym momencie, jakby ktoś opisał właśnie moją sytuację.
Idea jest prosta: w dzisiejszym środowisku pracy od pracowników oczekuje się aktywnego uczestnictwa, kreatywności i przejmowania inicjatywy, zamiast biernego wykonywania poleceń. Narzędziem do tego jest autolidership, czyli umiejętność zarządzania sobą zanim ktokolwiek zacznie zarządzać Tobą.
Blanchard wyróżnia trzy kluczowe umiejętności autolidershipu:
Jedno zdanie. Brzmi mniej więcej tak: nie możesz zarządzać innymi, jeśli nie potrafisz zarządzać sobą.
Proste do bólu. Ale kiedy trafia na odpowiedni moment — robi robotę.
Przez lata obserwowałam project managerów którzy byli świetni w narzędziach, metodykach i dokumentacji, a kompletnie gubili się gdy zostawali sami ze swoimi emocjami po trudnym spotkaniu, po konflikcie w zespole, po projekcie który poszedł nie tak. Nie dlatego że byli słabi, ale dlatego że nikt ich nie nauczył jak się wtedy zachować. Jak się zatrzymać, ocenić co się naprawdę dzieje i wybrać reakcję zamiast impulsywnie działać.
Blanchard daje na to konkretne narzędzie - analizę własnego stanu przez dwa wymiary: kompetencje i zaangażowanie. I twierdzi że w zależności od tego gdzie jesteś na tej skali, potrzebujesz innego rodzaju wsparcia od przełożonego i że Twoim zadaniem jest o to wsparcie aktywnie poprosić, a nie czekać aż szef się domyśli.
To jest zdanie które zmieniło moje podejście do nowych miejsc pracy. Zamiast się zastanawiać "dlaczego nikt mi nie mówi co mam robić", zaczęłam pytać wprost: "czego potrzebuję żeby dobrze wykonać to zadanie?"
Dla kogo jest ta książka?
Dla osoby która zaczyna w nowym miejscu pracy - na każdym poziomie.
Pierwsze tygodnie w nowej organizacji są z natury dezorientujące. Nie znasz procesów, nie wiesz kto naprawdę podejmuje decyzje, nie masz jeszcze zbudowanego zaufania. I w tym wszystkim łatwo wpaść w dwie pułapki: albo czekać biernie aż ktoś Cię wdroży, albo udawać że wszystko wiesz i nie pytać o nic z obawy przed oceną.
Blanchard proponuje trzecią drogę: świadome diagnozowanie czego potrzebujesz na danym etapie i aktywne zarządzanie tą relacją z przełożonym, ze współpracownikami, ze sobą.
Kilka konkretnych wniosków które wyciągnęłam i stosuję:
Określ co wiesz, a czego nie wiesz i powiedz o tym głośno. Nowi pracownicy często ukrywają luki w wiedzy bo boją się oceny. Tymczasem jasne powiedzenie "nie znam jeszcze tego systemu, potrzebuję tygodnia żeby to ogarnąć" buduje zaufanie szybciej niż udawanie kompetencji którą się dopiero zdobywa.
Nie czekaj na feedback, proś o niego. Jedna z kluczowych idei książki: jeśli nie wiesz jak Ci idzie, zapytaj. Krótko, konkretnie, bez dramatyzowania. "Jak oceniasz to co zrobiłam w tym tygodniu? Co mogłabym zrobić inaczej?" To nie słabość - to profesjonalizm.
Rozróżnij brak kompetencji od braku zaangażowania. Czasem nie robisz czegoś bo nie wiesz jak. Czasem bo nie chcesz, bo się boisz, bo Ci się nie podoba. To są zupełnie różne problemy i wymagają zupełnie różnych rozwiązań. Książka pomaga to rozróżnić.
Aktywnie zarządzaj swoją relacją z szefem. To zdanie dla wielu osób brzmi rewolucyjnie. Relacja z przełożonym to nie jest coś co Ci się przydarza, to coś co współtworzysz. Jeśli nie dostajesz wystarczająco dużo informacji, wskazówek lub swobody, powiedz o tym. Blanchard nazywa to "prowadzeniem w górę" i jest to jedna z bardziej przydatnych koncepcji jakie spotkałam w literaturze biznesowej.
Trzy rzeczy które warto zabrać z tej książki
Dlaczego warto sięgnąć po tę pozycję?
Bo treść jest dobra. Bo czyta się ją w trzy godziny. I bo trafia szczególnie wtedy gdy czujesz się zagubiona w nowym miejscu i potrzebujesz kogoś kto powie Ci: hej, wyłącz syndrom oszusta, masz wiedzę, masz doświadczenie, potrzebujesz tylko wszystko poukładać w nowej organizacji.